I tak, po niespełna 10 latach nadszedł czas pożegnania z Laosem… Zaczęliśmy się wykruszać już jakiś czas temu, gdy Ola wyjechała na studia, teraz przyszedł czas na mnie i Misie, Łukasz ma dołączyć w okolicy Świąt Wielkanocnych.
Lecz przed wyjazdem wzięliśmy jeszcze udział w paru wesołych i jednym smutnym wydarzeniu…
W połowie stycznia odszedł nagle nasz dobry kumpel Chris, żyjący w Laosie już kilkadziesiąt lat pół Francuz pół Szwed, szalony wulkan energii i dobrego humoru… Był to szok dla całego środowiska ekspatów, wszyscy go znali, opłakiwaliśmy go razem z jego rodziną w domu, który niedawno wybudował nad Mekongiem i w pobliżu którego jego popioły znalazły miejsce spoczynku.
Potem żegnaliśmy się z managementem naszej firmy
Potem żegnaliśmy się z Sandriną w jej ekskluzywnym schronisku dla zwierząt, wyposażonym meblami z firmy, którą stworzyła, i gdzie ostatecznie trafiła nasza Berry…
Potem Stephan zorganizował imprezę u siebie.
I to by było na tyle… póki co… ;)
Dziękuję moim czytelnikom (i sobie) za to, że dzięki Wam stworzyłam ten pamiętnik ze wspaniałej przygody, jaką było nasze 10 lat w Laosie 💗




















































































